Menu:

Home









* * *
Humor Ubezpieczeniowy
Dowcipy o Ubezpieczeniach


* * *


List do firmy ubezpieczeniowej:
"Proszę odpowiedzieć mi na następujące pytanie: czy waszym zdaniem lepiej kupić dużego, złego psa, który może gryźć ludzi, ale skutecznie chronić przed złodziejami, czy zachować starego psa? Zadaję wam to pytanie, ponieważ to wy będziecie płacić odszkodowanie za pogryzienie lub za okradzenie..."

* * *


Pawlakowa dzwoni do firmy ubezpieczeniowej i mówi:
- Mój mąż był ubezpieczony w państwie firmie na wypadek pożaru! Niedawno zmarł! Kiedy dostanę od państwa pieniądze?
- Rozumiem, że przyczyną zgonu pani męża był pożar?
- Nie, chorował na grypę! Ale zostanie poddany kremacji...

* * *


Reklama firmy ubezpieczeniowej:
"Przedwczoraj ubezpieczyliśmy męża naszej klientki, wczoraj jadąc samochodem skręcił sobie kark, dzisiaj wypłaciliśmy wdowie 50 tysięcy złotych! Pospiesz się! Już jutro może ciebie spotkać ten szczęśliwy los!"

* * *


Pawlakowa dzwoni do PZU i pyta:
- Czy to PZU? Chciałabym zapytać, czy mogę ubezpieczyć mieszkanie telefonicznie?
- Nie, musi się do pani zgłosić nasz pracownik!
- Szkoda! W takim razie zadzwonię po straż pożarną...

* * *


Agent ubezpieczeniowy do klienta:
- Jeżeli na przykład złamie pan rękę, dostaje pan pięć tysięcy złotych; złamie nogę - siedem tysięcy złotych, a jeśli ma pan szczęście i łamie pan obie ręce i nogi, to wtedy od razu jest pan bogaty...

* * *


Agent ubezpieczeniowy do wahającego się klienta:
- Proszę, niech pan nie podejmuje zbyt pochopnie decyzji, panie Pawlak! Niech pan nad tym pomyśli, położy się spać i jutro, jeżeli się pan obudzi...

* * *


Pawlak do znajomego:
- Słyszałem, że wczoraj był u pana pożar!
- Tak, to prawda! Wszystko spłonęło!
- Współczuję panu! A czy był pan przynajmniej ubezpieczony?
- Oczywiście! W przeciwnym razie nie byłoby pożaru...

* * *


Właściciel domu do ajenta, który właśnie ubezpiecza go od ognia:
- Dobrze! A ile dostałbym, gdyby mój dom spłonąłby dziś w nocy?
Na to ajent:
- Na moje oko, około piętnaście lat...

* * *


Pawlak zgłasza się do towarzystwa ubezpieczeniowego, aby ubezpieczyć swoje życie na pokaźną kwotę. Agent ubezpieczeniowy mówi do niego:
- Zanim ustalimy wysokość stawki, muszę zorientować się, jak bardzo niebezpieczne życie pan prowadzi!
Czy lata pan samolotem?
- Nigdy!
- Czy jeździ pan samochodem?
- Nie!
- A może na rowerze?
- Nie, poruszam się tylko pieszo!
- W takim razie jestem zmuszony odmówić wypisania polisy! Z pieszymi jest za duże ryzyko...

* * *


Pawlak telefonuje do towarzystwa ubezpieczeniowego i mówi:
- Chciałbym ubezpieczyć mój dom! Czy mogę telefonicznie?
- Niestety, nie! Przyślemy do pana naszego przedstawiciela!
- Ale prędko, bo dom już się pali...

* * *


Pawlak do przedstawiciela firmy ubezpieczeniowej:
- Chciałbym ubezpieczyć się od ognia, ale zapłacę tylko połowę stawki, bo w moim domu jest wilgoć...

* * *


W okresie wielkich wiatrów i tornad w Stanach Zjednoczonych, pewien farmer postanowił ubezpieczyć swoje pole. Pojechał do firmy ubezpieczeniowej. Ubezpieczyciel mówi, że nie ma problemu, ale najpierw chciałby to pole zobaczyć. Farmer podchodzi do okna, otwiera je i mówi: - Nie ma sprawy. Patrz pan, właśnie nadlatuje
* * *


- Towarzystwo Ubezpieczeniowe, słucham?
- Dzień dobry. Z tego co wiem moja rozbudowana polisa obejmuje wszystkie kłopoty związane z samochodem?
- Dokładnie proszę Pana. Jaki jest problem?
- Martwa prostytutka w bagażniku.

* * *


W noc poślubną facet pokazuje swej młodej, niewinnej, blond małżonce przyrodzenie i mówi, że to jedyne na świecie. Ona oczywiście mu wierzy. Wkrótce on wyjeżdża służbowo, a kiedy po kilku tygodniach wraca, żona robi mu wyrzuty:
- Powiedziałeś mi, że masz jedynego na świecie. A Stefan, wiesz, ten nasz agent ubezpieczeniowy, też ma!
- No cóż... Wiesz... Stefan to kumpel z wojska. Miałem dwa, to jednego mu dałem.
- No tak... Ale dlaczego dałeś mu większego???

* * *


Do biura agencji ubezpieczeniowej wbiega interesant.
- Chciałbym ubezpieczyć dom.
- Bardzo proszę, szanowny panie. Zechce pan usiąść i chwilkę poczekać.
- Kiedy ja nie mam czasu, on już się pali.

* * *


Facet na bani miał wypadek, wylądował połamany w szpitalu. Przepytuje go agent z firmy ubezpieczeniowej:
- Proszę powiedzieć, jak to możliwe, żeby na prostej, pustej drodze mieć wypadek?
- Też nie rozumiem, jadę sobie spokojnie, nagle słupy zaczynają przebiegać drogę! No i jeden nie zdążył.

* * *


Agent ubezpieczeniowy przez 2 godziny namawia Beniamina, żeby ubezpieczył mienie od ognia i kradzieży. W końcu nowy klient jest gotów podpisać umowę. Agent, podając mu druczek, zaznacza:
- Oczywiście, Towarzystwo nie pokrywa szkód powstałych wskutek celowego wzniecenia pożaru przez właściciela mieszkania.
Beniamin odkłada pióro i zwraca się do żony:
- Wiesz, Róża, ja od razu miałem przeczucie, że w tym interesie tkwi jakieś oszustwo!

* * *


Agent sprzedający ubezpieczenia na życie do klienta:
- Nie mam zamiaru wywierać żadnego wpływu na pana decyzję, niech się pan z tym spokojnie prześpi i jeśli się pan rano obudzi, powie mi pan co zdecydował...

* * *


Jakiś pieszy nagle zszedł z chodnika i bez słowa zniknął pod moim samochodem.

* * *


Zjechałem stromą uliczką do tyłu, przewróciłem murek i uszkodziłem pawilon. Nie mogłem sobie po prostu przypomnieć, gdzie jest pedał hamulca.

* * *


Moje auto jechało normalnie prosto przed siebie, co na zakręcie zazwyczaj doprowadza do opuszczenia szosy.

* * *


Na skrzyżowaniu niespodziewanie dostałem ataku daltonizmu.

* * *


Z początku powiedziałem policji, że nic mi się nie stało, ale jak zdjąłem kapelusz, zobaczyłem, że mam wgniecioną czaszkę.

* * *


Przejeździłem 40 lat i ze zmęczenia zasnąłem za kierownicą.

* * *


Niewidzialny pojazd pojawił się znikąd, zderzył się ze mną i zniknął bez śladu.

* * *


Ten chłopak na drodze był jednocześnie wszędzie i nigdzie. Musiałem wiele razy skręcać, zanim w niego trafiłem.

* * *


Zobaczyłem smutną twarz z wolna przelatującą przed przednią szybą, a potem ten pan gruchnął na dach mojego samochodu.

* * *


Jeszcze zanim na niego najechałem, byłem przekonany, że ten staruszek nie dotrze na drugą stronę ulicy.

* * *


Mój samochód uderzył w ogrodzenie, przekoziołkował i wyrżnął w drzewo. Wtedy straciłem panowanie nad kierownicą.

* * *


W szybkim tempie zbliżał się do mnie słup telegraficzny. Zaczęłam jechać zygzakiem, ale i tak słup trafił mnie, uszkadzając chłodnicę.

* * *


Wracając do domu skręciłem omyłkowo we wjazd do innego domu i uderzyłem w drzewo, którego u mnie w tym miejscu nie ma.

* * *


Zdałem sobie sprawę, że może być nieciekawie. Golf jedzie nam w maskę. Spojrzałem na zegarek - była 7:05.

* * *


Pośrednią przyczyną wypadku był mały człowieczek w małym samochodzie z dużą buzią.

* * *


Dałem sygnał klaksonem, ale nie działał, ponieważ został skradziony.

* * *


Nie wiedziałem, że po północy też obowiązuje ograniczenie prędkości.

* * *


Jechałem do lekarza z chorym kręgosłupem, kiedy wypadł mi dysk, powodując wypadek.

* * *


Nie pamiętam dokładnie okoliczności wypadku, ponieważ byłem kompletnie pijany. W celu uzyskania dalszych szczegółów proszę zwracać się do policji.

* * *


Nagle znikąd pojawił się niewidoczny samochód, uderzył w mój samochód, po czym zniknął.

* * *


Mój samochód był prawidłowo zaparkowany w tyle innego samochodu.

* * *


Przechodzień nie miał żadnego pomysłu którędy uciekać, więc go przejechałem.

* * *


Byłem pewien,że ten stary człowiek nie dotrze na drugą stronę ulicy kiedy go stuknąłem.

* * *


Szeregowy lotnictwa USA Jones został przydzielony do centrum rekrutacji, aby doradzać młodym żołnierzem w sprawie ubezpieczeń dla wojskowych. Nie minęło wiele czasu i kapitan Smith, przełożony Jones’a, zwrócił uwagę na jego znakomite wyniki w sprzedaży ubezpieczeń. Skuteczność była niemal 100-procentowa. Kapitan postanowił sprawdzić, skąd one się biorą. Ukrył się za kotarą i słuchał jak Jones rozmawia z młodymi rekrutami. Szeregowy zaczynał standardowo, od przedstawienia ogólnych warunków ubezpieczeń. A potem mówił:
- Jeśli wykupisz ubezpieczenie dla żołnierzy i zginiesz w walce, rząd będzie musiał zapłacić twojej rodzinie 200 tys. dolarów. Jeśli nie masz ubezpieczenia i polegniesz na polu walki, maksymalne odszkodowanie wynosi 6 tys. dolarów. Jak myślisz kogo najpierw będą wysyłać do walki?

* * *


Mąż został wezwany do szpitala, bo jego żona miała wypadek samochodowy.
Zdenerwowany czeka na lekarza, wreszcie lekarz się pojawia ze Współczującą miną.
- I co?! Co z nią, panie doktorze.
- Cóż...Żyje. I to jest dobra wiadomość. Ale są i złe: żona, niestety będzie musiała przejść skomplikowany zabieg, którego NFZ nie refunduje. Koszt: 25 tys. złotych.
- Oczywiście, oczywiście - na to mąż.
- Potem potrzebna jej będzie rehabilitacja. NFZ nie refunduje. Koszt ok. 5 tys. miesięcznie.
- Tak, tak... - kiwagłową mąż.
- Konieczne będzie pobyt w sanatorium, które zajmuje się tego typu urazami, plus ta rehabilitacja cały czas. NFZ nie refunduje...Koszt sanatorium - 10 tysięcy...
- Boże...
- Tak mi przykro...To nie koniec złych wiadomości. NFZ nie refunduje również leków, które przepiszemy pańskiej żonie, a to bardzo drogie leki...
- Ile? - blednie mąż.
- Miesięcznie 12 - 15 tysięcy złotych.
- Jezuu...
- Plus pielęgniarka całą dobę. Na pana koszt. Tu już się może pan dogadać. Myślę, że znajdzie pan kogoś za 10 zł za godzinę...
Cisza. Mąż chowa twarz w dłoniach.
Nagle lekarz wybucha serdecznym śmiechem, klepie męża po ramieniu:
- Żartowałem! Nie żyje.

* * *


Agenci ubezpieczeniowi nie mają najlepszej opinii w narodzie, nie tylko zresztą w tym. Panuje przekonanie, że są upierdliwi, nie mają poczucia humoru, wciąż rozprawiają na temat swojego zawodu, powołania, przytaczają historie mrożące krew w żyłach, gdy klient nie skorzystał z ich oferty, ale i szczęśliwe rozwiązania zdawałoby się beznadziejnych sytuacji, w których polisa na życie lub majątkowa uratowała życie całym rodzinom. Z natury rzeczy powinni słuchać klienta, jednak gęby im się nie zamykają sądząc, że klient zagadany to klient gotów na zawarcie kontraktu ubezpieczeniowego. Niewiele dowcipów krąży na ich temat. Oto próbki niektórych, z jakimi Jasiek miał wątpliwą przyjemność zapoznać się w wykonaniu internetowego Agenta 001.

* * *


Uważa się, że pracownicy i agenci firm ubezpieczeniowych uchodzą za mało rozgarniętych. Oto dowód. Marnej postury mężczyzna siedzi przy barku, popijając kolejnego drinka. W pewnym momencie zwraca się do gościa siedzącego obok z pytaniem: – Czy chciałby pan usłyszeć dowcip o agencie ubezpieczeniowym? Zagadnięty wstaje z barowego stołka i odpowiada: – Popatrz na mnie. Mam sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, ważę sto dziesięć kilogramów i tak się składa, że jestem agentem ubezpieczeniowym. Mój kolega obok ma prawie dwa metry i waży ze sto trzydzieści kilogramów. Czy w tej sytuacji nadal zamierzasz opowiedzieć mi dowcip a agencie ubezpieczeniowym? – Nie – odpowiada niedoszły dowcipniś – ponieważ nie chcę go opowiadać dwa razy.

* * *


Inny przypadek, tym razem agenta – supergeniusza, który przychodzi do lekarza i rzecze w te słowa: – Szanowny panie doktorze, mam potworne kłopoty z komunikowaniem się z ludźmi, ponieważ jestem dla nich zbyt mądry, zbyt inteligentny. Powoduje to, że nie mogę z nimi nawiązać wspólnej płaszczyzny porozumienia i dlatego też czuję się bardzo nieszczęśliwy, samotny, niechciany. Powoli tracę chęć do życia. Lekarz, wziąwszy poważnie słowa pacjenta – agenta i wykonawszy szereg uczonych testów, dochodzi do wniosku, że poziom jego IQ przekracza 250 punktów. Zwraca się zatem z następującą propozycją: – Potwierdzam, że pański rozum i inteligencja są na tak wysokim poziomie, że mogą utrudniać porozumiewanie się z przeciętnymi ludźmi, ale można temu zaradzić. Dysponuję takim urządzeniem, dzięki któremu można obniżyć poziom inteligencji do wielkości bezpiecznej, dajmy na to 150 punktów. Pozwoli to na swobodną komunikację z innymi ludźmi i odzyskanie wewnętrznego spokoju. Agent – geniusz przystaje na propozycję, lekarz podłącza go do urządzenia. W tym czasie do lekarza dzwoni żona, rozmowa przedłuża się. Kiedy medyk kończy rozmowę, z przerażeniem stwierdza, że urządzenie zdążyło obniżyć agentowi poziom IQ do 75 punktów. Odłącza go szybko od maszyny i stara się przywrócić do stanu umożliwiającego nawiązanie kontaktu. Pacjent zrazu wygląda nie najmądrzej. Lekarz błaga go o wypowiedzenie kilku słów na znak, że jest wśród żywych. Agent – geniusz ożywa i wypowiada swoje pierwsze zdanie: – Przepraszam, czy byłby pan zainteresowany zakupieniem polisy na życie?

* * *


Jak wiadomo, przepisy ustawowe nakładają na agentów ubezpieczeniowych obowiązek systematycznego doskonalenia kwalifikacji zawodowych. Wiedza jest sprawdzana systemem testów. Właśnie takiemu testowi poddano jednego z agentów, który spóźnia się na sprawdzian o całe pół godziny. Prowadzący test poddaje w wątpliwość, czy aby na pewno agentowi uda się go rozwiązać w skróconym czasie, ale na jego prośbę i na wszelki wypadek, bez przekonania przekazuje test. Czas przeznaczony na rozwiązanie zadań mija, agent nie zwraca testu. Po pół godzinie oddaje test egzaminatorowi, który jest zajęty sprawdzaniem innych prac. – Wiedział pan, że obowiązywał limit czasowy na rozwiązanie testu, a mimo to przekroczył go pan znacznie – zwraca się egzaminator do agenta, dodając z niekłamaną satysfakcją: – to, że test został wypełniony nie oznacza, że zostanie przyjęty. Agent na to: – Czy pan wie, kim ja jestem? Nie – odpowiada egzaminator. Pytanie agenta pada kilkakrotnie. W końcu egzaminator stanowczo informuje, że nie wie i w ogóle go to nie interesuje. – To dobrze! To bardzo dobrze! – odpowiada uradowany agent, wsuwając swój test w środek sterty innych testów i opuszczając salę.

* * *


Dowcipy z innej beczki. Pacjentka usłyszała w trakcie konsultacji lekarskiej, że toczy ją poważna choroba i prawdę powiedziawszy zostało jej raptem trzy miesiące życia. – Co mam w tej sytuacji począć, panie doktorze – zapytała. – Niech pani wyjdzie za agenta ubezpieczeniowego – odparł lekarz. – Co dzięki temu miałabym zyskać? Czy to miałoby wpływ na przedłużenie mojego życia?- raz jeszcze zapytała pacjentka. – Nie – stwierdził lekarz – ale będzie się pani wydawało, że te trzy miesiące to cła wieczność.

* * *


Co bardziej wytrwali w pracy agenci mają okazję załapywać się na wycieczki zagraniczne, często bardzo atrakcyjne. Na jedną z takich wycieczek po morzu południowym, w nagrodę za wyniki sprzedażowe, udał się agent życiowy. Był niezwykle namolny wobec pasażerów statku, proponując im zawarcie umowy ubezpieczenia na życie. Ci, zmęczeni jego zachowaniem, postanowili go wyrzucić za burtę. Nieźle sobie radził z falami morskimi, ale wrzeszczał, aby ktoś udzielił mu pomocy, rzucił koło ratunkowe. Chętnych jakoś nie było. W pewnym momencie podpływa do niego ogromny rekin, patrzy mu głęboko w oczy, po czym macha ogonem i szybko odpływa. Tę scenę z pokładu statku obserwuje chłopiec, który wykrzykuje pod adresem swojego ojca: – Tato, czy ty to widziałeś? To chyba jakiś cud boski! Jak to możliwe, że rekin go nie pożarł?! Ojciec odpowiada ze spokojem: – Synku, to żaden cud, to zwykła solidarność zawodowa.

* * *


A o czym rozmawiają agenci ubezpieczeniowi, gdy nie są w pracy? Zazwyczaj o pracy. Zwykle nie mówią o czym innym. Bo oni zawsze pracują, nawet we śnie.

* * *


Czy kaczka musi mieć wykupioną polisę OC, tak jak wszystkie pojazdy poruszające się po polskich drogach? Z wyroku hrubieszowskiego sądu wynika, że tak. Ale cofnijmy się o kilka miesięcy wstecz. Do gospodarstwa pani Marzeny przybiegła wnerwiona nieznajoma twierdząc, że jedna z kaczek wyfrunęła z obejścia i zderzyła się z jej samochodem, powodując duże straty. Pani Marzena zdębiała, bo nie słyszała żadnego huku, a jej kaczki, nie dość że ledwo chodzą (nie mówiąc już o fruwaniu) jak zwykle siedzą w swoim ulubionym miejscu i są w komplecie, całe i zdrowe. Właścicielka samochodu pokazała wgnieciony błotnik i porysowane drzwi swego auta. Samochód uszkodzony tak, że zderzenia z nim nie mógłby przeżyć wielki pies albo baran, a co dopiero kaczka. Po chwili zjawił się policjant, który wręczył gospodyni mandat za "nieupilnowanie zwierząt gospodarskich". Wkrótce sąd uznał kaczkę za winną spowodowania wypadku, a jej właścicielkę zobowiązano do zapłaty za uszkodzony samochód (ponad 2 tys. zł). Jak by tego było mało, właścicielka kaczki wkrótce otrzymała z PZU pismo, żądające ubezpieczenia swojego samochodu marki Kaczka, o numerze rejestracyjnym: KACZKA. Gosposia Marzena na motoryzacji się nie zna, ale skoro w PZU słyszeli o samochodzie marki Kaczka - na pewno znają się na swoim fachu.

* * *


Przychodzi agent ubezpieczeniowy do klienta i mówi:
- Proszę pana jeżeli pan się ubezpieczy na życie, na zdrowie, potem się pan połamie, będzie miał pan wstrząs mózgu, to będzie pan potwornie bogaty...

* * *


Żona do męża:
- Mam dla ciebie dobre wieści!
- Jakie?!
- Nie na darmo opłaciłeś autocasco.

* * *


Jak już kiedyś pisałem agenci ubezpieczeniowi szczególnie firm życiowych są w wielu krajach, szczególnie w Ameryce, ale również w naszym kochanym kraju postrzegani fatalnie. Katalog ich przywar jest bardzo długi. Żeby je opisać posłużę się serią dowcipów agentach i innych pracownikach firm ubezpieczeniowych. Dzisiaj zajmę się przysłowiową głupotą tychże. Niepozorny facet siedzi w barze i po kilku drinkach pyta gościa siedzącego obok: „Chce Pan usłyszeć dowcip o agencie ubezpieczeniowym?” „Spójrz na mnie” odpowiada klient. „Ważę sto kilo, mam metr osiemdziesiąt pięć wzrostu i jestem agentem ubezpieczeniowym. Ten obok mnie, waży sto dziesięć kilo, ma metr dziewięćdziesiąt i też jest agentem ubezpieczeniowym, ten trzeci to też nasz kolega, tylko, że on ma dwa metry i waży sto trzydzieści kilo. Czy nadal chcesz opowiadać dowcip o agentach ubezpieczeniowych?” ‘Nie” odpowiada facet, „bo nie chcę go powtarzać trzy razy”. Supergeniusz przychodzi do lekarza i mówi: ”Wie Pan doktorze mam potworne kłopoty z komunikowaniem się z ludźmi, ponieważ jestem dla nich za mądry i za inteligentny. W związku z tym nie mogę znaleźć z nikim płaszczyzny porozumienia i dlatego czuję się strasznie nieszczęśliwy, samotny i tracę chęć do życia. Doktor przeprowadził szereg testów i stwierdził, że facet ma iloraz inteligencji ponad 250 punków. Mówi, więc, do pacjenta: ‘Rzeczywiście Pana rozum i inteligencja jest na takim poziomie, że może Pan mieć kłopoty z porozumiewaniem się z innymi ludźmi. Mam tu jednak taką maszynę, za pomocą której mogę Panu obniżyć iloraz inteligencji do jakichś 160 punktów. Będzie Pan nadal mądry i inteligentny, ale będzie Pan mógł normalnie komunikować się z innymi i na pewno będzie Pan szczęśliwy. Supergeniusz wyraził zgodę i doktor wsadził go od maszyny, która zaczęła obniżać mu inteligencję. Niespodziewanie, do lekarza zadzwoniła żona z awanturą, doktor tak się zaperzył, że zapomniał o pacjencie umieszczonym w maszynie. Kiedy odłożył wreszcie słuchawkę z przerażeniem stwierdził, że na mierniku inteligencji widnieje 75 punktów. Wyciągnął go z maszyny i pyta: „Jak Pan się czuje?” Pacjent nie odzywa się i gapi się bezmyślnie na doktora. Ten potrząsa nim i mówi” No powiedz Pan coś na Boga”. A były geniusz pyta: „Czy nie byłby Pan zainteresowany zakupem polisy na życie?” Trzech ludzi zostało skazanych na gilotynę. Pierwszy z nich wszedł na szafot położył głowę, kat pociągnął za linę, nóż spadł na dół, ale zatrzymał się kilka centymetrów od szyi skazanego. Kat ogłosił, że zgodnie z prawem tego kraju, jeśli skazany uniknie śmierci na skutek wady gilotyny zostaje ułaskawiony. Mężczyzna odszedł wolny, na jego miejsce wszedł następny i sytuacja się powtórzyła, gilotyna nie spadła, kat ułaskawił skazanego i ten został uwolniony. Wtedy na gilotynę wprowadzono agenta ubezpieczeniowego. Ten podchodzi do kata i mówi: ”Słuchaj, chyba wiem, na czym polega problem z tą waszą maszyną.” Do restauracji wchodzi menadżer firmy ubezpieczeniowej z dwoma swoimi agentami. Siadają, podchodzi kelner i pyta menadżera: ”Co Pan zamawia?”. „Wezmę stek” „A co z warzywami?” pyta kelner.” Też będą jedli steki”. Rada Konfucjusza dla agentów ubezpieczeniowych: „Nigdy nie dyskutuj z klientem, który jest idiotą. Sprowadzi Cię do swojego poziomu a potem przekona swoimi argumentami.” I na koniec dowcip, który pokazuje, że agenci ubezpieczeniowi może i są głupi, ale swój rozum mają. W związku z ogólnokrajową weryfikacją agentów ubezpieczeniowych wprowadzono dla nich obowiązek wypełnienia bardzo trudnych testów sprawdzających ich wiedzę. Na wypełnienie testu agenci mieli określony limit czasowy – jedną godzinę. Pierwszego dnia testów pół godziny po czasie do centrum testowego wpada agent. Prowadzący badanie administrator zauważa zimno” Nigdy nie zdąży Pan wypełnić tego testu w wyznaczonym czasie.” Agent odpowiada.” Niech Pan mi da ten test. Ja na pewno zdążę”. Administrator pokręcił sceptycznie głową, ale dał test agentowi. Czas na wypełnienie testu minął a agent nadal nie był gotowy. Jakieś pół godziny po czasie odniósł wreszcie wypełniony test administratorowi, który siedział przy stole zasłonięty stertą wypełnionych testów i ze spokojem sprawdzał kolejne prace.„Wiedział Pan, że jest limit czasowy, więc to, że wypełnił Pan test nie zmienia faktu, że nie będzie on przyjęty” stwierdził z przekąsem prowadzący. „Czy Pan wie, kim ja jestem?”. Odpowiedział agent. „Nie” odrzekł administrator. „CZY PAN WIE, KIM JA JESTEM?!!!” Zapytał bardziej dobitnie agent. ”Nie wiem i w ogóle mnie to nie interesuje” odparł lekko poirytowany administrator. ”To dobrze” powiedział agent, wsunął swój test w środek sterty innych wypełnionych testów i z godnością opuścił pomieszczenie. I to było na tyle...

* * *


Usiłując zabić muchę, wjechałem na słup telegraficzny.

* * *


Na samochód wpadła krowa. Później dowiedziałem się, że była trochę przygłupia.

* * *


Ubezpieczony zostawił auto na polu. Kiedy wrócił, samochód zaatakowały owce.

* * *


Wiedziałam, że pies jest zazdrosny o samochód, ale gdybym myślała, że coś się stanie, nie prosiłabym go, żeby prowadził.

* * *


Doberman zjadł wnętrze samachodu, kiedy byłem w sklepie.

* * *


Kiedy jechałem przez park safari, mój samochód otoczyły małe, brązowe, zezowate małpy. Gruba małpa zaczęła kręcić się na antenie mojego samochodu zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara. Pomimo moich usilnych starań nie chciała zaprzestać i mniej więcej w trzy minuty później zniknęła w poszyciu leśnym z anteną w pysku.

* * *


Sprawca wypadku: "To jest niemożliwe, żebym jechał na piątym biegu. Jechałem na pewno na czwartym albo na piątym biegu".

* * *


Ten pan jest bezstronnym świadkiem na moją korzyść.

* * *


Jedynym świadkiem była pewna córa Koryntu, która tam stała w bramie, ale ona nie chciała podać swoich personaliów.

* * *


Dziewczyna w samochodzie obok wystawiła na widok swoje piersi i wtedy wjechałem w auto przede mną.

* * *


Powiedziałem policjantce, że nic mi nie jest, ale kiedy zdjąłem kapelusz, stwierdziła, że mam pękniętą czaszkę.

* * *


Co mogłem zrobić, aby zapobiec wypadkowi? Jechać autobusem?

* * *


Wracając do domu podjechałem do złego domu i zderzyłem się z drzewem którego nie mam.

* * *


Inny samochód zderzył się z moim nie ostrzegając o swoich zamiarach.

* * *


Myślałem, że mam opuszczone okno, jednak okazało się, że jest podniesione, kiedy wystawiłem przez nie rękę.

* * *


Zderzyłem się ze stojącą ciężarówką nadjeżdżającą z drugiej strony.

* * *


Ciężarówka cofnęła się przez szybę prosto w twarz mojej żony.

* * *


Odholowałem swój samochód z jezdni, spojrzałem na teściową i uderzyłem w nasyp.

* * *


Przechodzień uderzył we mnie i przeszedł pod moim samochodem.

* * *


Facet był na całej drodze i wiele razy próbowałem go wyminąć zanim uderzyłem w niego.

* * *


Budka telefoniczna zbliżała się, kiedy próbowałem zjechać jej z drogi uderzyła w mój przód.

* * *


Mój samochód przeleciał przez barierkę i wylądował w kamieniołomie. Mam nadzieję, że spotka się to z państwa aprobatą.

* * *


Kiedy dojeżdżałem do skrzyżowania, nagle pojawił się znak drogowy w miejscu, gdzie nigdy przedtem się nie pojawiał i nie zdążyłem zahamować.

* * *


Wjeżdżając na parking, uderzyłem w ogromną, plastikową mysz.

* * *


Ubezpieczony nie zauważył końca mola i wjechał do morza.

* * *


Jechałem powoli, usiłując dosięgnąć szmatki, aby wytrzeć okno, która zaczepiła się o fotel. Kiedy ją pociągnąłem, uderzyłem się w twarz, straciłem kontrolę nad kierownicą i wjechałem do rowu. Gdy przyjechałem z powrotem z pomocą drogową, moje radio zniknęło.

* * *


Ostrożnie przyhamowałem, aby ta kobieta upadła jak najdelikatniej.

* * *


Zatrąbiłam na pieszego, ale on tylko się na mnie gapił, więc go przejechałam.

* * *


Ten pieszy strasznie latał po szosie, musiałem kilka razy wykręcać, zanim na niego wpadłem.

* * *


Źle osądziłem kobietę przechodzącą przez jezdnię.

* * *


Kierowca, który przejechał człowieka: "Podszedłem do leżącego pieszego i stwierdziłem, że jest bardziej pijany ode mnie".

* * *


Poszkodowany przeze mnie obywatel jest teraz w szpitalu i nie chowa urazy. Powiedział, że mogę korzystać z jego samochodu i wziąć jego żonę aż do czasu, kiedy wyjdzie ze szpitala.

* * *


Zobaczyłem wolno poruszającego się starszego pana o smutnej twarzy, jak odbił się od dachu mojego samochodu.

* * *


Nie chcąc zabić muchy wjechałem w budkę telefoniczną.

* * *


Prowadziłem samochód już czterdzieści lat, kiedy zasnąłem za kółkiem i miałem wypadek.

* * *


Broniąc się przed uderzeniem zderzaka samochodu przede mną uderzyłem przechodnia.

* * *


Mój samochód był legalnie zaparkowany, kiedy wjechał w inny pojazd.

* * *


Mój samochód był prawidłowo zaparkowany w tyle innego samochodu.

* * *


Nagle znikąd pojawił się niewidoczny samochód, uderzył w mój samochód, po czym zniknął.

* * *


Byłem pewien, że ten stary człowiek nie dotrze na drugą stronę ulicy, kiedy go stuknąłem.

* * *


Przechodzień nie miał żadnego pomysłu którędy uciekać, więc go przejechałem.

* * *


Nie pamiętam dokładnie okoliczności wypadku, ponieważ byłem kompletnie pijany. W celu uzyskania dalszych szczegółów proszę zwracać się do policji.

* * *


Kiedy wróciłam do samochodu to okazało się, że on umyślnie albo nieumyślnie zniknął.

* * *


Jechałem do lekarza z chorym kręgosłupem, kiedy wypadł mi dysk, powodując wypadek.

* * *


Nie wiedziałem, że po północy też obowiązuje ograniczenie prędkości.

* * *


Dałem sygnał klaksonem, ale nie działał, ponieważ został skradziony.

* * *


Pośrednią przyczyną wypadku był mały człowieczek w małym samochodzie z dużą buzią.

* * *


Zdałem sobie sprawę, że może być nieciekawie. Golf jedzie nam w maskę. Spojrzałem na zegarek - była 7:05.

* * *


W pewnym momencie drzewo dostało się między kabinę ciężarówki i przyczepę.

* * *


Jechałem sobie spokojnie, a tu nagle zaatakowała mnie wysepka tramwajowa.

* * *


Cały dzień byłem na zakupach - kupowałem rośliny. Gdy wracałem do domu, to żywopłot wyrósł jak grzyb po deszczu, przysłaniając mi pole widzenia w taki sposób, że nie zobaczyłem nadjeżdżającego samochodu.

* * *


Motornicza tramwaju potrącona przez samochód podczas przestawiania zwrotnicy: "Zostałam uderzona w tył mojej osoby i wywróciłam się na jezdnię".

* * *


Świadek potrącenia pieszego: "Zobaczyłem, że w powietrzu na wysokości 2 do 3 metrów leci, znany mi osobiscie, mieszkaniec Orzechowa".

* * *


Piesza potrącona przez samochód: "Stwierdziłam, że nie mam butów na nogach. Okazało się, że jeden but jest za kioskiem Ruchu, a drugi na dachu kiosku".

* * *


Potrąciłam tego mężczyznę, który przyznał, że to jego wina, ponieważ już poprzednio był poszkodowany.

* * *


Świadek potrącenia pieszego: "Usłyszałem, jak Przemek krzyknął do głuchoniemego Tokarczuka: STÓJ".

* * *


Samochód przede mną potrącił przechodnia, który jednak wstał, więc też na niego wjechałem.

* * *


Pytanie: "Czy próbował pan dać ostrzeżenie?"
Odpowiedź ubezpieczonego : "Tak, klaksonem".
Pytanie: "Czy druga strona próbowała dać ostrzeżenie?"
Odpowiedź ubezpieczonego: "Tak. Zrobiła muuuuuu".

* * *


Tego byka chyba ugryzła osa, bo rzucił się na moje auto.

* * *


Szczury rozmyślnie pożarły tapicerkę mojego wozu.

* * *


W moim samochodzie zaczęły się bić dwie osy i zostałem ukąszony, przez co wjechałem w auto przede mną.

* * *


Wyrzuciło mnie z samochodu, kiedy zjechał z szosy. Dopiero potem znalazły mnie w rowie dwie zabłąkane krowy.

* * *


"Czym się różni Agent Ubezpieczeniowy od Śmierci?... Śmierć przychodzi tylko raz!"

* * *


Demotywatory